poniedziałek, 14 lipca 2014

Matrix - nieświadomość śnienia - legalna niewola

Rzeczywistością dla wielu jest życie według planu: pobudka –> praca –> dom –> życie rodzinne, rozrywka –> sen i tak w kółko, dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, rok po roku. Żyjemy zgodnie z tym schematem od dziesięcioleci. Rozwój cywilizacyjny zagłusza w ludziach ich pierwotne instynkty oferując wygodę i dobrobyt, by życie stało się łatwiejsze. Owy luksus życia obwarowany normami prawnymi i społecznymi, okupiony odartą z ludzi wolnością, swobodą i niezależnością zamydla oczy wyimaginowanym rajem na ziemi odcinając jej mieszkańców od źródła życia, od korzeni, które stanowi Ziemia dla ludzi.
Warto przyglądnąć się temu zagadnieniu z różnych perspektyw zaczynając od najbliższej, czyli tej najbardziej prozaicznej i jakże przeciętnej.

Po przebudzeniu cywilizowany człowiek wykonuje kilka czynności życiowych, by udać się do pracy, bo przecież z czegoś trzeba żyć. Pracujemy i wykonujemy służbowe obowiązki, oddając życiową energię za wynagrodzenie. Czujemy się wolni i niezależni, bo dysponujemy środkami, za które możemy kupić dobra, które stanowią kolejny wytwór cywilizacyjny, by ułatwić życie ludziom na ziemi. W istocie, człowiek przy obecnym rozwoju cywilizacyjnym żyje łatwo i wygodnie, przynajmniej w porównaniu z dalszymi przodkami. Każdy ma dom lub mieszkanie, do którego wchodząc, załóżmy po zmierzchu, robimy pstryk za pomocą kontaktu elektrycznego i pojawia się jasność. Dzięki elektryczności oglądamy telewizję, słuchamy radia, gotujemy i wykonujemy całe mnóstwo czynności w domu. Zmechanizowane środki lokomocji są w posiadaniu większości, dzięki którym przemieszczamy się z miejsca na miejsce w relatywnie szybkim tempie, zdecydowanie szybszym niżeli mielibyśmy te odległości pokonać piechotą. Jedzenie również mamy na wyciągnięcie ręki, bez wysiłku z naszej strony. W sklepach kupujemy gotowe posiłki do obróbki termicznej, lub z zakupionych półproduktów przygotowujemy strawę w domu albo udajemy się do restauracji, a tam przygotowują dla nas to, co zamówimy z menu i podają „pod nos”. Za wszystko jednak trzeba zapłacić, bo nic nie otrzymujemy za darmo lub na tzw. „piękne oczy”.

Cywilizacja to twór, który degraduje człowieka do roli „mrówki-robotnicy”. Ostro powiedziane? Przy odrobinie wysiłku umysłowego i zmianie punku widzenia tak właśnie wygląda dziś życie większości ludzi.

Dla porównania warto przypomnieć sobie, chociażby z kart historii, jak żyli nasi dziadowie i pradziadowie. Z pewnością ich życie wydaje się współczesnemu człowiekowi trudne i ciężkie, bo żyli z pracy własnych rąk oddając swoją energię naturze, czyli uprawiając pola i polując na zwierzynę. Nie posiadali domów murowanych jak obecnie, nie było elektryczności, a światło nocą dawały ogniska, przy których gromadzili się wszyscy żyjący w grupie uskuteczniając, dziś rozumianą, rozrywkę społeczną. Czy to znaczy, że ludzie wtedy byli nieszczęśliwi? Z całą pewnością byli zdrowsi niż żyjący współcześnie.

Nie było pieniędzy, nie było etatów, nie było luksusów cywilizacyjnych, a przede wszystkim nie było depresji, samotności czy frustracji. Nasze zdrowie to koszt jaki ponosimy za dzisiejsze udogodnienia, za luksus, z którym człowiek tak bardzo się utożsamia, z którym tak ciężko mu się rozstać. Dobrowolnie zaciąga się w szeregi wyścigu szczurów, dobrowolnie zakłada sobie „kajdany cywilizacyjne”, by gromadzić dobra materialne, konkurować o lepsze miejsce w stadzie, wygryzać konkurencję i zdobywać uznanie społeczne czyli żyć wg ustalonego prawa i norm społecznych. Jakim kosztem? Kosztem własnego szczęścia, zdrowia i niejednokrotnie życia.

Pojęcie chorób cywilizacyjnych, z którym spotyka się dziś każdy człowiek pojawiło się wraz ze wzrostem cywilizacji. Wszechogarniająca depresja to dolegliwość z jaką nie borykał się człowiek sprzed lat, bowiem tempo życia przyspieszyło i tym samym naturalny rytm ludzkiej natury jest zniekształcany przez wytwory cywilizacyjne. Ludzie są częścią natury czy się to komu podoba, czy nie i powinni żyć w zgodzie z jej rytmem. Tymczasem wszelkie nienaturalne ingerencje w porządek natury wywołują anormalne stany we wszelkich organizmach żyjących w naturze. Nie trzeba być Alfą i Omegą, by zaobserwować galopujące tendencje cywilizacyjne. Człowiek przestaje być istotą żyjącą, pełnoprawnym elementem w naturze, ale ważniejsze od człowieka stają się reguły, prawa, ustalane normy i co za tym stoi, pieniądze czyli wartości materialne. Matrix opanował istoty żyjące do tego stopnia, że człowiek zapomina o swoich prawach jakie gwarantuje mu życie w naturze.  W ten sposób powstaje dysharmonia i nierównowaga między człowiekiem a naturą, które prowadzą do opłakanych w skutkach rezultatów. Matrix ma również antidotum na tą dolegliwość, a są nimi tabletki i suplementy, bez których ludzie żyjący w wysoko rozwiniętych krajach nie wyobrażają sobie normalnego życia.

Kolejny wytwór cywilizacyjny i domena ery Ryb – media, dzięki którym programuje się umysły ludzi cywilizowanych zgodnie z założeniami systemu lecz niekoniecznie w zgodzie z ludzką naturą. Za pośrednictwem tego potężnego narzędzia jakim jest telewizja i przy pomocy przekazów podprogowych, które działają na ludzką podświadomość  programuje się umysły ludzi cywilizowanych odnośnie ideałów czy potrzeb. Codziennie widzimy jak powinien żyć człowiek, co powinien jeść, jak się ubierać, jakich partnerów powinien mieć, co posiadać itd. Tu powstaje jeden z głównych katalizatorów depresji, a mianowicie frustracja. Nie mamy takiego domu, samochodu czy partnera, w rzeczywistości dzieci nie są tak baśniowe jak te przedstawione w reklamie, nie stać mnie, czy nie mam czasu chodzić do wystawnych restauracji więc jadam w pobliskim barze, albo muszę codziennie gotować dla rodziny etc. Widząc dzień w dzień ideały emitowane w telewizji odnosimy je do własnego życia, a jeśli nasze życie nie wygląda równie bajkowo jak w telewizji popadamy we frustrację, która jest prostą drogą do depresji. 
Sami wpędzamy się w ten młyn cywilizacyjny nie potrafiąc się do tego zdystansować. Nigdzie tego nie uczą, bo jest to podstawowe i oczywiście tajne narzędzie, które napędza koniunkturę.

Przeciętny człowiek bije się z własnymi myślami, ze sobą samym dzięki czemu wywołuje w sobie różne stany emocjonalne i w konsekwencji chorobowe. Jeśli w końcu udamy się po pomoc do lekarza niejednokrotnie wychodzimy od niego z poczuciem własnej beznadziejności, a dodatkowo w zaleceniach mamy przyjmowanie codziennie garści tabletek, które rzekomo pomogą w usprawnieniu życia. Lekarz to również człowiek, tyle że z dyplomem, a zwyczajny cywilizowany człowiek traktuje go jak wyrocznię. 
Gdzie jest nasz rozum, nasza mądrość przodków? Poszła w niepamięć wraz z rozwojem cywilizacji. Jakże znane lecz niestety zapomniane  jest powiedzenie: „jeśli sam sobie nie pomożesz nikt ci nie pomoże”. Spójrzmy na to z szerszej perspektywy, zwróćmy się po pomoc do natury, do jej mądrości.

W krajach „Trzeciego Świata” czas płynie spokojnie i zgodnie z naturalnym rytmem. Szeroko o tychże krajach mówi Wojciech Cejrowski w swoich reportażach z cyklu „Boso przez świat”. Przedstawia w nich prostych ludzi i ich proste życie w zgodzie z rytmem natury. Tam nie ma depresji czy frustracji, bo życie jest tam spokojne i pozbawione wyścigów więc ludzie nie są narażeni na dolegliwości psychiczne. Jeśli coś zacznie im dolegać, zachorują to udają się do tego, który leczy, nie lekami, ale naturalnymi miksturami, bądź rytuałami, które wypędzają z chorego złe moce. Zabobon pomyślicie? Jeśli ktoś jest słaby, jego organizm nie reaguje na leczenie, to odchodzi. Na tym polega również naturalna selekcja oraz prawo Kosmosu. Silniejszy przeżywa.

W krajach wysoko uprzemysłowionych życie jest pozornie prostsze. Pozornie, dlatego że udoskonalenia ułatwiają ludziom życie codzienne, ale upośledzają ich umiejętności przetrwania w naturze. W tych krajach człowiek jest albo kapitalistą albo pracownikiem. Kapitalista generuje zyski a pracownik wykonuje dla kapitalisty pracę najemną, za którą otrzymuje wynagrodzenie. Wysiłek pracowniczy jest kupowany za pensję tygodniową lub miesięczną, a wysokość tej pensji niejednokrotnie jest równoznaczna z kilku procentowym zyskiem pracodawcy. Pazerni kapitaliści dorabiają się fortuny i wysokich przywilejów, a przy tym pozbawieni są szacunku dla życia i zdrowia przeciętnego człowieka. Brak jest elementów pośrednich, dlatego też różnice między ludźmi są bardzo jaskrawe. Bogactwo i ubóstwo bez tzw. klasy średniej. Jeśli przeciętny człowiek, z grupy elementu pracy zachoruje, idzie do lekarza po diagnozę i receptę. 
Osobiście mam wiele do powiedzenia na ten temat, bowiem po wypadku komunikacyjnym sama korzystałam z lekarskiej pomocy. Ku memu ogromnemu zdumieniu darmowa opieka zdrowotna nie wywiązywała się ze swoich obowiązków, a na dodatek przysparzała mi większych kłopotów. W mojej sytuacji nastąpiła konieczność skorzystania z prywatnych usług lekarskich. Te okazały się bardziej skuteczne ale bezlitosne w chwili rozliczenia. W tym ustroju darmowe leczenie jest mało- albo nie-skuteczne. Niegdyś, w ustrojach niekapitalistycznych przeciętny i pełnoprawny człowiek mógł oczekiwać rzetelnej i fachowej pomocy specjalistycznej. Dziś jednak w chwili niedyspozycji staje się dla systemu zbędny, bezużyteczny czy nawet szkodliwy. Takie odniosłam wrażenie.

Edukacja dostosowana jest do potrzeb systemu kapitalistycznego, czyli okrojona wiedza nie przygotowuje człowieka do przetrwania w krwiożerczym systemie, ale uczy pracy, posłuszeństwa i zależności od kapitalistów. Nie uczy samodzielnego podejścia do życia w naturze, ale utrwala różnice między ludźmi oraz słabszych uświadamia, że urodzili się po to, by pracować dla innych. Oczywiście pozostaje tu spory margines dla ludzi bardziej ambitnych, którzy kształcą się wysoko, ale ich uczy się metod zaspokajania potrzeb własnych bez zwracania uwagi na potrzeby innych i ogółu. Spojrzenie na ten problem z szerszej perspektywy powinno uświadomić nam budowanie legalnego niewolnictwa w ramach norm i przepisów prawnych.




Już na koniec w ramach dygresji. Załóżmy, że któregoś dnia natura spowoduje, że świat, bądź jego część zostanie pozbawiona prądu bez możliwości złożenia zażalenia do przedsiębiorstw prądotwórczych, do elektrowni, bo ich po prostu nie będzie, znikną jak bańka mydlana. Co wtedy? Sklepy zamknięte, bo wszystko działa przecież na prąd, w mieszkaniu czy restauracji gotuje się również na urządzeniach elektrycznych, nie będzie telewizji, radia, komputerów ani nie będzie można skorzystać z bankomatu, nie będzie wody i gazu po prostu nie będzie niczego. I co wtedy? Jak przygotowywani jesteśmy do takich sytuacji w życiu? Założenia kapitalizmu, polityki pieniężnej i innych hierarchii są nieskończone. Ale żaden człowiek z naturą nie wygrał. Co wtedy? Czym, w obliczu kataklizmu, będą dla nas te wszystkie dobra materialne, których zdobywanie i gromadzenie pozbawia nas własnego człowieczeństwa i naturalnych umiejętności? A stoimy przed wizją ogólnoświatowego kryzysu finansowego. Wystarczy tylko kryzys, by zniewolić ludzi.




Ludzie żyjący w krajach „trzeciego świata” będą sobie żyli tak, jak do tej pory, ponieważ umiejętności przetrwania w naturze przekazywane są tam z pokolenia na pokolenie. Ich ogólnoświatowy kryzys finansowy, czy przemysłowy nie dotknie tak boleśnie jak ludzi z krajów wysoko uprzemysłowionych. Ludzie „trzeciego świata” są przywiązani do ziemi i jej dobrodziejstw, współpracują w grupie dla dobra ogółu, a ich bogactwo nie jest materialne lecz duchowe.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz