Co zatem jest przyczyną trosk i cierpień? Duchowa aktywność, nasze wytwory myśli. Czasami umysł dochodzi do spokoju i wszystko jest dobrze. Jednak niekiedy zaczyna działać i wówczas tworzy to, co Budda nazywa wytworem myśli. Rozum zaczyna osądzać, oceniać, stawiać różnorodne diagnozy. Zmierza w określonym kierunku, wypowiada opinie na temat osób i zdarzeń. Wynikiem tych osądów i ocen, będących wytworem umysłu, jest to, że cierpimy.
Jeśli umysł niczego nie osądza, nie powoduje cierpienia, nie wzbudza też żadnych innych emocji. Istnieje jedynie czysta radość. Wszyscy w pewnym momencie życia doświadczyliśmy tej radości. Można to nazwać łaską, przypadkiem, szczęściem lub czymkolwiek. Nagle jesteśmy wypełnieni pokojem, umysł nie pracuje i doświadczamy radości i błogości.
Gdy nie rozumiemy, jak pracuje nasz umysł, zaczynamy opierać się jedynie na naszych wyobrażeniach i jesteśmy zdani tylko na jego głos. Nie będziemy polegać na rzeczywistości, lecz na wytworach umysłu. Będziemy uwięzieni w tym, co zostało wymyślone przez umysł, a nie będziemy polegać na rzeczach samych w sobie.
Na przykład idziemy ulicą i słyszymy piękną muzykę.
Zachwycamy się nią. Pojawia się wtedy myśl: „Jaka piękna muzyka. Chciałbym ją
usłyszeć więcej razy. Kupię sobie magnetofon i kasetę, ponieważ dokładnie tego
nagrania potrzebuję. Koniecznie muszę je mieć”. Wszystko to wyobrażenia. Ktoś
inny szedłby tą samą drogą, słyszałby tę samą muzykę i byłby nią tak samo
zachwycony jak czym innym. Powiedziałby sobie: „Chętnie usłyszałbym tę muzykę
ponownie. Jeśli jednak nie mogę kupić sobie magnetofonu, to mogę pozwolić, aby
tak piękna muzyka zabrzmiała w moim sercu”.
Które z tych dwóch wytworów umysłu wywołują lęk i
wewnętrzny niepokój? Muzyka jest wspaniała, niebiańska, ona cię zachwyca.
Jednak ty nie jesteś kształtowany przez muzykę czy magnetofon, ale przez oceny
i następstwa, które wytwarza twój umysł.
Jak wyglądają zwyczajne sądy twojego umysłu?
Odczuwałeś już zapewne naciski i słyszałeś taki, mniej
więcej, wewnętrzny głos: „Nie powinieneś tego robić; tego nie powinieneś mówić;
tego potrzebujesz; zasługujesz na…; ona powinna być bardziej…”? Może również
wewnętrzny głos zwrócił ci już kiedyś uwagę na możliwości, wyrażał zaproszenia,
bez wywierania nacisków, w sposób wolny, tak że mogłeś sam podjąć decyzję? Czy
też słyszysz jeszcze tylko „powinienem” na każdy odruch jakiegoś życzenia?
„Powinienem” wyklucza decyzję. Presja społeczna oraz zasady, jak się należy
dostosować do norm, są tak wielkie, że wszystko, co pozostaje, to działać
zgodnie z własnymi wymaganiami wewnętrznymi.
Czy dostrzegasz zbieżność tych powinności od relacji
zachodzących w odległej przeszłości, na przykład w twojej rodzinie? Z tymi
reliktami z przeszłości spotkałeś się już dawniej, lecz teraz są niemniej
realne. To są wspomnienia z miejsca, skąd przybyłeś, ale one już nie zawierają
życia. One nie mają w sobie ani miłości, ani czułości czy przychylności. Są
czymś w rodzaju duchowego narkotyku. Czy zauważyłeś, że one przychodząc z
innego miejsca i czasu nie są powiązane z twoim „tu” i „teraz”? One nie mają
nic do czynienia z twoim „ja”. Owe „powinności” są pojęciami bez odniesienia do
aktualnych rzeczywistości i życia. Jak je przezwyciężyć, aby ich świat w końcu
przestał nami sterować?
Należy wziąć pod lupę świat wyobrażeń. Co dzieje się
wewnątrz nas? Wyobraź sobie człowieka, który nie posiadałby zmysłów wzroku i
słuchu i żyłby w świecie, gdzie inni ludzie byliby też pozbawieni wzroku i
słuchu. Taka osoba nie mogłaby widzieć i słyszeć. W jakim świecie by żyła? Czy domyślałaby się, że przedmioty, których
dotyka, wącha i szuka po omacku mają jakiś inny wymiar i dostrzegałaby ich
obraz? A ty, w jaki sposób żyłbyś, biorąc pod uwagę jedynie interpretacje i
„powinności” wywodzące się od autorytetów, a odrzucając swoje pięć zmysłów?
Prawdopodobnie nigdy nie byłbyś w stanie uwierzyć własnym zmysłom, zdrowemu
rozsądkowi, własnemu „ja”. Przez całe życie szukałbyś dla swoich myśli
wyrażanych poglądów i uczuć aprobaty autorytetów. Rzeczywiście, niektóre
autorytatywne społeczności nakłaniają swoich członków mówiących, myślących,
czujących i działających w odmienny sposób od ustalonego porządku do zmiany
stanowiska.
Niektóre religie czynią podobnie.
Dopóki porządek będzie uzależniony od posłuszeństwa i
autorytetu, bezpośrednio pod tą cienką bezpieczną powierzchnią będzie istniało
głębokie i rozległe ryzyko. Władza wywołuje strach, konformizm i ograniczenia.
„Powinności” wynikające z jakiegoś systemu mogą pozbawić osobę jej własnego
wdzięku, piękna i miłości.
Nie jesteście sobą i nie byliście sobą od wczesnego
dzieciństwa. Z pewnością chcielibyście odkryć, kim rzeczywiście jesteście? Czy
macie wystarczającą odwagę, by stać się sobą? To jest pociągające. Możesz
pokochać swoje nowe „ja”, jego uczucia, myśli i zachowanie. Nikt nie może cię z
góry osądzać i kontrolować. Poprzez akceptację i miłość do siebie samego,
poprzez zaufanie do wszystkich swoich uczuć, zacznie się twoje nowe życie we
wszystkich jego aspektach. Jest to całkiem osobliwa i specjalna, i szczegółowa
akceptacja. Jesteś gotowy?
Lwy puszczy strzeżcie się. Oto nadchodzę! Po wszystkim
czym byłem, wreszcie bez lęku.
Mamy pięć zmysłów. Możliwe, iż moglibyśmy mieć jeszcze
pięć innych i w rezultacie życie ukazałoby nam rzeczy obecnie niewyobrażalne?
Jednak ich nie posiadamy i nasz umysł nie potrafi nawet wyobrazić sobie takich
możliwości. Osoba ślepa i głucha od urodzenia nie może zrozumieć, że kwiat,
który pachnie i którego dotyka, posiada kolor. Nawet nie będzie mogła sobie
wyobrazić, że coś takiego istnieje. Aby żyć prawdziwie i być sobą, potrzebny
jest ten specjalny dar odczuwania i myślenia o nieznanym. Kto żyje dla
„powinności”, nie ma własnych uczuć, jedynie radość i myśli jakby z drugiej
ręki. Jak ci, co potrafią się śmiać jedynie wtedy, gdy ich szef się śmieje.
Muszą mieć świadomość „usprawiedliwienia”, zanim się uśmiechną. Aprobata czyni
ich uśmiech uprawnionym.
Wielu dorosłych potrzebuje przyzwolenia przed
wykonaniem jakiejś najdrobniejszej czynności lub dla wyrażenia tu i tam swojej
opinii czy doświadczenia, albo dla zakosztowania odrobiny przyjemności w życiu.
Jak dziecko proszą oni o pozwolenia, kiedy walczą o to, by móc osobiście
podejmować decyzje, mieć swoje zdanie i własne uczucia.
Przezwyciężenie poddawania się wpływom będzie tak
trudne, jak użycie po raz pierwszy pięciu zmysłów. Będziesz się czuł obco i
samotnie, kiedy zamiast ulec naciskowi, aby uzyskać pozwolenie, zaufasz samemu
sobie. Jednak zadowolenie, którego doświadczysz, będzie trudne do opisania,
będzie jakby zmartwychwstaniem do nowego życia.
Poznanie niekiedy nastręcza trudności. Co dostrzegasz
patrząc na życie? Czy twoje zmysły
dodają coś nowego do rzeczywistości? Czy zawiera ona coś szczególnego? A może
twoje zmysły tworzą coś, co właściwie do niej nie należy? Albo tylko częściowo?
Nie wiemy tego. Jak można się upewnić, że postrzegany przeze mnie kolor zielony
rzeczywiście istnieje? Załóżmy, że za każdym razem, kiedy ja widzę kolor
zielony, ty zobaczysz żółty i tylko nazwiesz go zielonym. Możemy sądzić, że
widzimy to samo, ale tak nie jest. Nie wiemy nawet, w jakim stopniu nasza
zdolność poznawcza jest odpowiedzialna za to, co widzimy. Jakże byłoby jednak
smutno, gdybyśmy jej nie mieli, aby odkryć życie.
Nie wierzymy samym sobie, skoro powołujemy się na autorytet i świadomość. Jak mogę wiedzieć, czy moje uczucia, oparte na osobistej percepcji, rzeczywiście są moje czy też są uczuciami, które zostały wzbudzone przez jakąś wyższą instancję? Wierzysz, że można poprawnie odczuwać? Kto zapewnia temu właściwe kryteria? Jak często myślisz, czujesz i działasz pod wpływem "powinienem"?
Bez wyjścia z płaszczyzn obowiązku nie możesz nawet dotknąć rzeczywistości i nie wiesz, czym ona jest. Za pomocą reguł etykiety i konwencji jedynie dotykasz pojęć i wyobrażeń rzeczywistości. Jeszcze nie poznałeś jej prawdziwego smaku, jeszcze jej nie polubiłeś. "Panie, mogę widzieć!" "Mój Boże, to jest cudowne!"
Jeśli założymy, że nasze zmysły są czysto receptywne, wkrótce staniemy przed problemem, gdyż mają one charakter szczególnie selektywny. Także nasza świadomość jest wybiórcza, dlatego nie ogarniamy rzeczywistości, nie jesteśmy w stanie jej zobaczyć. Możemy dostrzec jedynie to, co jest jej odzwierciedleniem, wyselekcjonowane wstępnie przez nasz umysł. I tak na przykład nie dostrzegam ciebie, jedynie wyobrażenie, które mam o tobie. To jest przyczyna postrzegania dwóch obrazów. Widzę w tobie rzecz, której inna osoba nie widzi, i odwrotnie. Słowem, bym mógł cię dostrzec, muszę cię w moim umyśle przeciwstawić selektywnemu obrazowi, by mieć jasność: ile rzeczywistości leży u podstaw tego obrazu? Podobny proces zachodzi w twoim umyśle. Czy to jest rzeczywistość?
To, co powstaje w umyśle, jest ciągle filtrowane. Składa się na to wiele czynników: moje lęki, życzenia, relacje, przekonania, zwyczaje i uwarunkowania kulturowe. One wybierają to, co jest postrzegane przez nasze zmysły. Nie mam odczuć rzeczywistych, ale reaguję na obrazy, które ugruntowały się w mojej wyobraźni. I tak patrząc na Amerykanina, mogę mieć pozytywne odczucia; inna osoba patrząc na niego może mieć odczucia przeciwne. Czy widzisz konkretnego człowieka, czy jakieś o nim wyobrażenie? Reakcja innych ludzi pozwala stwierdzić, czy reaguję na impuls powstały tu i teraz, czy też na obraz wytworzony uprzednio.
Kiedy czegoś pragniesz, zauważysz wiele rzeczy, których inni nie dostrzegają. Matka może być pogrążona w głębokim śnie, gdy odrzutowce huczą jej nad głową, ale wystarczy westchnienie dziecka, by się obudziła. Dlaczego? Jej uczucia filtrują dźwięki. Coś się dzieje wewnątrz niej. Istnieje pewien rodzaj czujnika, który odpowiada na to, co przeżywamy, i jest to uwarunkowane przeszłością.
Jeśli ktoś wierzy, że jest gorszy, ciągle będzie zwracał uwagę na to, co potwierdza jego przekonanie. Zawsze staramy się nasze przekonania potwierdzić. Jeśli uważam, że Amerykanie mają najlepsze cechy, będę dostrzegał w nich to, co potwierdza moje przekonania.
W naszym życiu odbieramy zmysłami wiele bodźców, które selekcjonujemy i subiektywizujemy. Co zatem w istocie egzystuje w naszym umyśle? Uzupełniamy nasze wyobrażenia wytworami umysłu i ocenami: "To jest dobre, tamto jest złe, poprawne, błędne". W rzeczywistości dobro i zło nie istnieje zarówno wśród ludzi, jak i w przyrodzie. Istnieje jedynie osąd umysłu nałożony na tę czy inną rzeczywistość.
Jakie to mogą być osądy: która drużyna jest dobra, a która lepsza? Co to jest dobre zwycięstwo, a co złe? Tak naprawdę istnieje jedynie gra i ci, którzy w niej biorą udział. Piłka, którą się rzuca, kopie, podaje. Piłka i gracze przemieszczający się z jednej strony na drugą. Ludzie dodają więc swoje oceny osobiste do tych wydarzeń, często bardziej kibicują strojom drużyny czy swoim pojęciom o niej, niż jej stanom faktycznym. Oklaskują częściej to, co pragną zobaczyć, niż to, co naprawdę obserwują. Czy właśnie to wam potrzebne?
W końcu dochodzi do ostatecznego zamętu, gdyż biega się głupio wokół rzeczy nie wiedząc, kim się jest. Dalej przepuszcza się rzeczywistość przez własne filtry, oceny i pragnienia, miesza się dobro ze złem wbrew rzeczywistości, jakby się dmuchało w balon. Mówi się, że jedne rzeczy są pożądane, inne nie, jedne poprawne, drugie błędne. Tymczasem rzeczy są tym, czym są, niezależnie od tego, czy je rozumiemy, czy nie.
Czym jest świadomość? Jest zdolnością obserwacji, podczas której - filtrując ją - dokonujemy selektywnego oglądu rzeczywistości, a nie jest tylko obrazem, który po tym procesie pozostaje. Najważniejsze, co musimy sobie uświadomić, to:
1. Wiedzieć, że istnieje filtr;
2. Wiedzieć, że kiedy reagujesz, reagujesz na wyobrażenie umysłu, nie na rzeczywistość;
3. Zrozumieć, że wszystko, co ten filtr kształtuje, jest przejściowe, jest w ruchu i ciągle się zmienia. Postępujesz tak, jakby ten filtr był niezmienny, statyczny. A on się ciągle zmienia. Wszystko płynie, rusza się, żyje;
4. Zrozumieć, że wszystko, co istnieje w twoim umyśle, w twoim filtrze, jest nieadekwatne i niewystarczające, ponieważ jest przejściowe;
5. Zrozumieć, że wszystko, co istnieje w filtrze, w umyśle, nie jest tobą, jest pustką twego "ego", że tam są tylko wymyślone przez nas samych projekcje.
"Ja" wymyśliło pojęcie "ego", "samego siebie". Jeśli popatrzę na świat, w swojej głupocie będę przerzucał osobiste "ja" na budynki, miasta, na rzeczywistość. Pokaż mi jakąś rzeczywistość, a będę zdolny dokonać na niej projekcji czegoś z własnego "ego". Pojęcie "moje" jedynie istnieje w mej głowie, ponieważ jeślibym umarł dziś w nocy, nic w tym budynku by się nie zmieniło. Rzeczy są tym, czym są. Nie są moje, twoje czy jego. To jest tylko umowa pomiędzy nami.
Załóżmy, że jakiś budynek jest twój. Twoja własność nie dotyczy właściwie posiadania go. Budynek jest budynkiem. Źródłem wszystkich cierpień jest przywiązanie się, zawładnięcie. Przywiązanie się nie jest niczym więcej niż projekcją mego "ego", "dla mnie" na jakąś rzecz. Przywiązanie następuje z chwilą dokonania projekcji własnego "ja" na coś. Jeśli powoli usuwamy słowo "ja", "moje", "mi" z naszych własności, budynków, ubrań, grupy społecznej, zakonu, ojczyzny, religii, naszego ciała, naszej osobowości, rezultatem jest wyzwolenie, wolność, moksha. Kiedy nie ma "ja", rzeczy są tym, czym są. Pozwalasz, by życie było życiem.
Nauczcie się rozumieć, że wszystko jest przejściowe, niezaspokojone i wolne od "ja". Paradoksalnie na tym polega tajemnicza formuła nieprzemijającego szczęścia. Dostrzegł to Jezus. "Kto jest moją matką, moim bratem, moją siostrą? Nie mam ich." Rzeczywiście istnieje matka, ale pojęcie "mojej matki" jest wytworem mego umysłu. Relacje są funkcją, projekcją umysłu. Nikt nie chce tego dostrzec. Wolimy żyć w świecie przez nas samych stworzonym, przysparzając sobie cierpienia i wywołując emocje, starając się wyjaśnić zamieszanie, które sami powodujemy. To tak, jakby po skaleczeniu się ktoś chciał ukarać siebie następnym skaleczeniem. Nie kończące się zamieszanie.
Nie tylko powiedzenie "to jest moje" stwarza problemy, powoduje je również stwierdzenie "ja jestem taki, owaki i jeszcze inny". Utożsamianie się z "ja" może stwarzać komplikacje, na przykład: "ja jestem dobry", "ja jestem zły", "ja jestem osobą miłą", "ja jestem niecierpliwy". Moje wyobrażenia są inne niż twoje. Twoje wyobrażenia o mnie nie są podobne do moich. Moje projekcje o mnie także nie są prawdziwe. Twoje słowa na temat, kim jestem, nie ukazują tego, kim rzeczywiście jestem. Nawet ja sam nie potrafię wyrazić w słowach tego, kim jestem.
Gdyby nie było "ego", nie byłoby zła. Nie byłoby problemów, gdyby Goańczycy nie mieli kolektywnego "ego". To samo dotyczy Brazylijczyków, Hiszpanów, Indusów, każdego narodu i religii. Wszystkie umowy, etykiety, ograniczenia są inwencją naszego umysłu. Pięćdziesiąt lat temu nie było "ego" muzułmańskiego; przed dwudziestoma wiekami nie było "ego" chrześcijańskiego. To są rzeczy umowne, nie przynależące do rzeczywistości i życia; nie były stworzone przez Boga; zostały uczynione, zdefiniowane, opisane jako pochodne myśli człowieka. Rzeczy są tym, czym są. "Ego" jest wytworem umysłu.
Nasz umysł wytwarza etykiety, przypisuje je jednostkom, mówi, że od tej chwili te czy inne grupy są wydzielone. Potem żądamy od tych ludzi, by ofiarowali swoje życie w obronie wymyślonych przez nas etykiet. Nadajemy tym czynom wyniosłe sformułowania, jak: umarł za ojczyznę. Tak naprawdę ci ludzie umierają za przekonania, za pojęcia, które nie istnieją w rzeczywistości. Obiecuje się im przyszłe i niewidzialne rekompensaty, niemożliwe do osiągnięcia w obecnym życiu, jak: jeśli umrzesz za wiarę, za ojczyznę, za Boga, otrzymasz królestwo wieczne. Świadomość mas, pragnienie pomyślności i akceptacja obiecanek "ego" uwodzą i pociągają bardziej niż życie realne.
Trudna to droga nauczyć się żyć ponownie rzeczywistością, precyzyjnie ją dostrzegać. Niewielu jest wybranych. Dopomóż nam Boże.
Czym wobec tego jest medytacja? Medytacja oznacza obserwowanie tego wszystkiego, co się znajduje w filtrach naszej świadomości. Medytacja oznacza dostrzec, rozpoznać, mieć świadomość, że wszystko jest przejściowe, niezaspokajające i wolne od "ja". Jeden z mistrzów buddyjskich mówi: "Możesz stracić całe życie na rozmyślaniu nad tendencją twego umysłu do przypisywania wszystkim i każdemu etykiety <dobry> lub <zły>".
Zapewniam cię, że już ani minuty nie będziesz się nudził, kiedy zauważysz, jak twój umysł pracuje. On ciągle produkuje oceny: "dobry" i "zły" i przesyła wiadomości jako reakcje na poczynione oceny. "To jest dobre" (osąd) i dlatego słuszne (informacja); "To jest złe, dlatego niepożądane". Taka czynność dokonuje się ciągle. Wspaniale jest dostrzegać, że wszystkie te myśli są w rzeczywistości, stworzone przez twój umysł. "Dobro" i "zło", podobnie jak "coś" jest pożądane lub właśnie pożądane nie jest. Taki scenariusz jest naszym wymysłem. Jest to fascynujące - tak jakbyśmy z najlepszymi graczami komputerowymi świata dyskutowali o grze komputerowej. Mielibyśmy rozrywkę na całe życie, ponieważ moglibyśmy wszystkich naszych pożądliwości i wstrętów nie traktować serio.
Przychylność i odrzucenie, przywiązanie i sprzeciwianie się mojego umysłu wszystkiemu zanieczyszcza serce. "Błogosławieni czystego serca, ponieważ oni Boga oglądać będą". gdy zdołasz oczyścić serce ze wszystkich przywiązań i odrazy, zobaczysz Boga. Religia nie jest sprawą rytuałów czy studiów akademickich. Nie jest również rodzajem kultu ani wykonywaniem dobrych uczynków. Religia to kwestia wyrwania nieczystości z serca. Jest drogą do spotkania z Bogiem. Kto nie ma antypatii i nie jest do niczego przywiązany, tego miłość odradza się i wzrasta. Odnajdziecie się w miłości. w przeciwnym razie będziecie mieć głowę zajętą jedynie byle jakimi obrazami. Żadne przywiązanie, żadna odraza, tylko miłość. Zrozumcie i przyjmujcie z sercem, cokolwiek się zdarzy.
Z punktu widzenia religijnego Bóg czuwa nad wszystkim, spełnia się Jego święta wola bez względu na to, co my czynimy, myślimy. To jest religia. Oczyść swoje serce, usuń skazy, które nazywają się przywiązaniami i odrazą. Przemyśl oceny swojego umysłu dotyczące dobra i zła. Jeśli się on odrodzi, nowy duch zawładnie twoim istnieniem.
Kiedy osiągniesz pustkę, stan niedowartościowania, przestaniesz być jak człowiek. Wtedy idziesz przez życie, stajesz w środku życia i jesteś wypełniony życiem, i nie będzie siły, która mogłaby cię pokonać. To tak, jakby ktoś w powietrze rzucił czarną farbę, nie przylepiłaby się. Powietrze nie będzie z tego czarne! powietrza nie można na czarno pomalować.
Wielki mistrz Hawkin nie pozostawił uczniów, pism, niczego. Mówiło się o nim: "Gdy wchodził do lasu, nie potrącał żadnego liścia, gdy wchodził do wody, nie powstawała żadna fala; on nie niszczył harmonii świata".
Żaden hałas nigdy nie będzie ci przeszkadzał. Nawet ty sam siebie nie zirytujesz. Rzeczy są tym, czym są. Hałas istnieje w twojej głowie, nie w rzeczywistości. Twoje oceny powodują, że staje się on jakąś przeszkodą; kogoś innego nie będzie to irytować, gdyż jego ocena jest inna.
Medytacja nie jest przywiązaniem, identyfikacją czy posiadaniem. To wszystko prowadzi jedynie do cierpienia. Medytacja jest obserwacją, patrzeniem, spostrzeganiem, zrozumieniem. Prowadzi do nie stawiania pytań i do miłości.